Anton

Ugiął delikatnie spodnie na udach i zasiadł wygodnie. Plecy oparł o ścianę. Poprawił okulary, otworzył książkę i przekartkował ją w poszukiwaniu najlepszego fragmentu. Zapląsał wzrokiem po ciemnych szeregach, wyszukując co smakowitsze słowa i zawiłe frazy. Reagował wyraźnie na zbitki miękkich, puszystych sylab, rozkosznych brzmień w sam raz do czytania. Odnalazł. Rozchylił kciukiem płatki książki . Chrząknął, poprawił kołnierzyk koszuli i zaczął czytać na głos.

Czytał o miłości, czytał dialogi, przydługie opisy. Czasem przerywał, żeby przełknąć ślinę, ale potem wracał do czytania, starając się wyraźnie wymawiać słowa, a zdaniom nadawać należne tempo i barwę. Po prostu brał wdech i czytał dalej. Jego głos odbijał się i zniekształcał w łazienkowych płytkach. Jego głos zaparował lustro, zeszklił rosą podłogę, zmiękczył puchate, pachnące ręczniki.

 

Stałam pod prysznicem i płakałam, podtrzymując się ściany. Nie dalej niż trzydzieści centymetrów od aktorskiego czytania – stałam i nic nie słyszałam.

 

Znam tego Kota

O tak. Czasu nie ma, chodzę w ciąży z książką i do porodu marne szanse na cokolwiek krótkiego. Chyba, że bardzo krótkiego, ale to już wolę w formie SMS-a do kogoś wysłać, niż się na siłę lansić ;)

Przypomniała mi się rymowanka i pomyślałam o komiksie. Szlag by trafił, bo rysować nie umiem, a doba ma tylko 24 godziny – nie mam miejsca na nowe pomysły.

No szlag.

Lustro – 15.01.2008r.

Łazienka w mojej pracy jest niewielka, jasna, wyłożona bladoniebieskimi płytkami. Na ścianach lampią się jednym okiem dozowniki do mydła, a pojemnik  z ręcznikami papierowymi szczerzy się niezmiennie i zawsze na tą samą szerokość sztucznych ust. Marmurowy blat, a na nim maleńkie bukieciki fiołków z pcv. Prawie prawdziwe. Słodkie. Lady’s room w iście biurowym stylu.

Jest i lustro. Wielkie, ogromne, gigantyczne lustro o nieskazitelnie gładkiej powierzchni. Rozciąga się od blatu, po sufit i wygląda jak kawałek tafli jeziora, przybity na ścianie, wymalowany, rozpięty. Jest piękne.

Przyjechałam dużo wcześniej, niż musiałam. Zdjęłam płaszcz i za długi szalik, włączyłam światła. Kiedy drzwi łazienki zamknęły się za mną, spojrzałam w moje piękne, jeziorne lustro i przypomniałam sobie, jak bardzo lubię się w nim przeglądać. Podeszłam bliżej, biodrami dotknęłam zimnego blatu, spojrzałam na siebie i rozpłakałam się. Rozpłakałam się tak mocno, że przez chwilę wydawało mi się, że nie muszę oddychać,… muszę płakać,…  byłam płaczem. Niewidzialna dłoń zacisnęła się na moim gadle, niewidzialna dłoń zabrała mi dech i było mi tak słodko w moim wielkim – małym żalu, że chcialam odbić się, skoczyć, utopić w strumieniu ginącej w umywalce wody. Chciałam się stopić w jedno z tymi kafelkami, chciałam się ukryć, zasłonić, otulić, zamknąć w jednym z pojemników, czmychnąć pod ścianą, zasnąć.

Spojrzałam na siebie i było mi tak potwornie smutno… Przekroczyłam granicę własnego dobrego smaku.

Ściany… ściany w mojej łazience są bardzo zimne i spływa po nich woda milionem drobnych warkoczyków z lodowatych kropli. Zanurzam w nie dłonie i po chwili nie wiem już, czy ja absorbuję wodę, czy to woda absorbuje mnie.

Popadam w szaleństwo, w szaleństwie spadam. Zatracam się i zachwycam, uciekam. Mówię prawdę, że nie kłamię, obejmuję twarz, pocieram skronie, wbijam paznokcie we włosy, zaciskam i odrzucam tą cholerną instalację.

Metaliczny dźwięk odbity od popłakanych płytek…

Popatrz… jaka ładna Korona.

Zdjęłam spodnie, opierając się rękami o moje jeziorne lustro. Zdjęłam bieliznę i wyrzuciłam ją do kosza.

Myślenie jest erotyczne

Dziś przyszedł pocztą mój egzemplarz autorski. Dziwne uczucie. Trzymam tę książkę i choć znam na pamięć słowa jednego z opowiadań, wciąż wydaje mi się, jakby to była po prostu – książka, jakich wiele na mojej półce. Nie muszę chyba pisać, że większość z nich dotyczy erotyki, prawda?

Erotyka od dawna spychana jest na margines literacki i jeśli mam być zupełnie szczera, zupełnie się temu nie dziwię. Ileż to książek i blogów erotycznych, czczonych jest jedynie w wąskich, przypadkowych, podziemnych gronach? A i to niejednokrotnie na krótki czas, bo czytelnik jest kapryśny, zmienny i zawsze głodny. A erotyka, kiedy ją opisać jako taką, wcale nie jest odkrywcza. W gruncie rzeczy jest odtwórcza, czasem i nudnawa. Ot, skóra trze o skórę, kapie ślina i pot. Zna to czytelnik, jeśli nie z własnego doświadczenia, to choćby z blogów, dostępnych tekstów, pornografii filmowanej i fotografowanej. Erotyka sama w sobie nie jest i nie może być sztuką, jeśli nie ma w niej choć krzty myślenia.

Koniec końców, istnieje skończona ilość sposobów, na jakie można opisać seks. Jedni spróbują sił w poetyckości tekstów i będą rozpływać się nad muślinami, wanilią i aksamitem skóry. Inni autorzy opiszą seks w sposób prosty i dosłowny, doskonale dokładnie trafiając w umysł czytelnika, dla którego przecież cipka to zawsze cipka, choćby nie wiem jak „różanie” i „brzoskwiniowo” nie wyglądała. Ktoś inny zaś być może spróbuje czegoś innego, jednak u brzegu, tak czy inaczej, będzie to po prostu opisanie aktu erotycznego. Nawet biorąc pod uwagę subiektywność przeżyć, mnogość odczuć, indywidualność podejścia do ciała swojego i ciała obcego – seks to seks. O ile ktoś nie opisuje penetracji ucha, czy innych dewiacji, można mieć pewność, że kiedyś ktoś już to samo o erotyce i seksie napisał. I cholera, być może zrobił to nawet lepiej.

Jeśli erotyka kiedykolwiek będzie miała szansę konkurować z wybitnymi dziełami literatury, to z pewnością nie dzięki seksowi.

Lubię literaturę i blogi nieprzeciętne. Erotyczne, jasne. Ale mądrze erotyczne, gdzie autor poza punktem G, szuka jeszcze sensu i jakiegoś głębszego znaczenia. Nawet jeśli to znaczenie jest po prostu bezmyślnym pieprzeniem – erotyka nigdy bezmyślna nie jest. Trzeba być albo Anais Nin, żeby skupiać czytelników, albo widzieć w tym seksie coś więcej niż czubek własnego, wilgotnego nosa i pisać tak, żeby po ostatniej kropce czytelnik miał zamieszanie i między udami, i w głowie. Sercu. Krwi.

„Myślenie jest erotyczne”. Musi być. Seks należy uprawiać, ale erotykę należy rozumieć.

 

"Rozkoszne 2" - Wydawnictwo Replika fot. Yesień

Ciemność

Ciemność jest najbardziej kojąca, kiedy coś dodatkowo tłumi odgłosy otoczenia. Zatapiasz się w niej, poznajesz odcienie czerni, która w swojej oczywistości okazuje się całkiem barwnym zjawiskiem. Pozwalasz swojemu ciału stopniowo tracić połączenie nerwowe z kolejnymi kończynami i właściwie nie masz pewności gdzie zaczyna się Twoja ręka a zaczyna udo. Ciemność. Szum w uszach wydobywa dźwięczność organizmu. Słyszysz dokładnie z jaką regularnością serce pompuje krew, jak w żyłach przy skroniach tętni ciśnienie. A to zaburczy brzuch, a to zahuczy przełykana ślina. Powietrze otwiera kolejne pęcherzyki płucne, a przy każdym oddechu słychać nawet lekko rozchylane płatki nosa.

Przy jednym z takich oddechów usłyszała delikatne, równomierne pukanie. Otworzyła oczy i wynurzyła głowę znad tafli wody.

Słuchawka prysznica uwolniła się z metalowej szypułki i dryfowała teraz na powierzchni, ograniczona ceramiką wanny i metalową smyczą. Ułożyła ją z powrotem na widełkach i odkręciła kurek z ciepłą wodą.  W tafli i na jej skórze odbijały się płomienie niewielkich świec. Były wszędzie – na podłodze, na szafce, na brzegu wanny i na wysokim, gazowym piecyku. Białe, czerwone i żółte świece, niektóre dopalone niemal do końca, z poszarpanymi parafinowymi brzegami i krzywymi odbiciami cienia. Łazienka tonęła w ruchomym blasku, uwypuklając to, na co zazwyczaj nie zwraca się uwagi. Taką choćby szparę między piecem a ścianą i załamanie na suficie. Między żebrami kaloryfera farba była innego koloru, a za rurką wisiała używana pajęczyna.

Sięgnęła do stolika przy wannie i odpaliła papierosa. Gęsty dym zmieszał się z zapachem parafiny i kokosowego płynu do kąpieli. Upiła łyk wina z ostatniego kieliszka w domu, szkło odbiło zamglone ślady jej opuszków. Wygodniej opadła w pianę i uśmiechnęła się, zbierając gromadzącą się pod powiekami wilgoć.

Nie dbała o to, by wytrzeć dokładnie skórę. Po jej łydkach spływały krople wody, kiedy otuliła się puchatym, białym ręcznikiem. Przeczesała palcami mokre włosy, a te natychmiast przylgnęły do jej pleców. Przejrzała się w lustrze i otworzyła drzwi.

Przez korytarz szła ostrożnie, dokładnie wymierzając każdy krok, uważnie stawiając bose stopy między mniejszymi okruchami ostrego szkła. Stąpała, wynajdując bezpieczne fragmenty podłogi, od czasu do czasu przesuwając dużym palcem grodzące jej drogę kawałki szkła. Przy jednym z nich zachwiała się i podparła na ścianie, tuż przy miejscu, gdzie wiała gigantyczna dziura. W jej przekroju widać było warstwy betonu, metalowego wzbronienia i materiałów ocieplających. Na podłodze pod dziurą zebrał się szary gruz, a wokół otworu pierścieniem otoczyły strzępki poszarpanej tapety. Odzyskała równowagę i minęła kuchnię, na środku której leżał rozbity żyrandol a wokół niego podarte gazety i książki. Zatrzymała się na moment. W pokoju naprzeciw kuchni płomienie opanowały już kanapę i czołgały się powoli po dywanie, liżąc jęzorami ornamentowy, perski wzór. W końcu pokoju ogień trawił zdjęcia i kilkuletnie pamiątki.

- Hm. – mruknęła.

Kiedy naciągała rękawy szarego, wełnianego płaszcza, w korytarzu ze ścian odpadały właśnie pierwsze drewniane listwy. Przez dziurę w ścianie widać było tonący w płomieniach pokój, a spod drzwi łazienki płynęła solidna struga nie zakręconej nad wanną wody. Szkło połyskiwało w blasku płomieni, tak jak wcześniej w łazience kieliszek odbijał światło świec.

Hm. – mruknęła, zastrzasnąwszy za sobą drzwi.

 

Ludzie mają misie

Ludzie mają misie, do których się tulą.

Obudził się jak zwykle, przed piątą rano. Kwietniowe poranki są szare i zwykle pogodowo nieprzewidywalne. Odchylił kołdrę, wybadał stopami kapcie. Przeciągłe ziewnięcie wydobyło z jego gardła ciche “cyknięcie” strun głosowych. Przełknął ślinę, podrapał się po głowie i spojrzał w kierunku regularnego, zduszonego oddechu w drugim końcu pokoju.

Kiedy spała, owijała się szczelnie kołdrą po sam czubek piegowatego nosa. Tylko falowanie pościeli zdradzało, że oddycha, bo zza fałd materiału widoczny był wyłącznie czubek jej głowy.  I czasem dłonie, kiedy wykładała je w półśnie nad głowę. Tym razem coś było z nią inaczej. Podniósł się, założył okulary i zbliżył do jej łóżka. Kołdra była częściowo odchylona,  odsłaniająca jej ręce zaciśnięte mocno na piersi, zaciśnięte wokół… książki, do której przysunięte były również jej usta. Spojrzał na tytuł i leżący obok poduszki telefon.

***

Czytając tę książkę mam wrażenie, że przytulam się do Ciebie. 
Rozkładam dłoń na stronie, jakbym ją przykładała do Twoich pleców, czy uda.
 
Wdycham zapach papieru, który pachnie naszym mieszkaniem.
 
Gładzę nieznaczną wypukłość dedykacji, jakbym opuszką badała Twoje usta i skórę.
 
Czytam i chcę Cię tam odnaleźć, jak rano mimowolnie szukam Cię obok.
 
To już nie są słowa autora, to Twoje słowa. Dla mnie.
 
Dziś zasnę z tą książką pod poduszką.