Łazienka w mojej pracy jest niewielka, jasna, wyłożona bladoniebieskimi płytkami. Na ścianach lampią się jednym okiem dozowniki do mydła, a pojemnik z ręcznikami papierowymi szczerzy się niezmiennie i zawsze na tą samą szerokość sztucznych ust. Marmurowy blat, a na nim maleńkie bukieciki fiołków z pcv. Prawie prawdziwe. Słodkie. Lady’s room w iście biurowym stylu.
Jest i lustro. Wielkie, ogromne, gigantyczne lustro o nieskazitelnie gładkiej powierzchni. Rozciąga się od blatu, po sufit i wygląda jak kawałek tafli jeziora, przybity na ścianie, wymalowany, rozpięty. Jest piękne.
Przyjechałam dużo wcześniej, niż musiałam. Zdjęłam płaszcz i za długi szalik, włączyłam światła. Kiedy drzwi łazienki zamknęły się za mną, spojrzałam w moje piękne, jeziorne lustro i przypomniałam sobie, jak bardzo lubię się w nim przeglądać. Podeszłam bliżej, biodrami dotknęłam zimnego blatu, spojrzałam na siebie i rozpłakałam się. Rozpłakałam się tak mocno, że przez chwilę wydawało mi się, że nie muszę oddychać,… muszę płakać,… byłam płaczem. Niewidzialna dłoń zacisnęła się na moim gadle, niewidzialna dłoń zabrała mi dech i było mi tak słodko w moim wielkim – małym żalu, że chcialam odbić się, skoczyć, utopić w strumieniu ginącej w umywalce wody. Chciałam się stopić w jedno z tymi kafelkami, chciałam się ukryć, zasłonić, otulić, zamknąć w jednym z pojemników, czmychnąć pod ścianą, zasnąć.
Spojrzałam na siebie i było mi tak potwornie smutno… Przekroczyłam granicę własnego dobrego smaku.
Ściany… ściany w mojej łazience są bardzo zimne i spływa po nich woda milionem drobnych warkoczyków z lodowatych kropli. Zanurzam w nie dłonie i po chwili nie wiem już, czy ja absorbuję wodę, czy to woda absorbuje mnie.
Popadam w szaleństwo, w szaleństwie spadam. Zatracam się i zachwycam, uciekam. Mówię prawdę, że nie kłamię, obejmuję twarz, pocieram skronie, wbijam paznokcie we włosy, zaciskam i odrzucam tą cholerną instalację.
Metaliczny dźwięk odbity od popłakanych płytek…
Popatrz… jaka ładna Korona.
Zdjęłam spodnie, opierając się rękami o moje jeziorne lustro. Zdjęłam bieliznę i wyrzuciłam ją do kosza.
